Legia nie spadnie. Przynajmniej w tym sezonie
Niestety dla kibiców innych drużyn taka sytuacja się nie wydarzy w tym sezonie. To jest fakt a nie opinia. Nawet jeśli Wojskowi od kilku ładnych miesięcy znajdują się w strefie spadkowej degradacja o jeden szczebel rozgrywkowy im nie grozi.
Sternik jest na okręcie
Trzymając się terminologii żeglarskiej Legia Warszawa nadal jest na kursie kolizyjnym z Betclik 1 Ligą. Z tym że działania podjęte w gabinetach przy Łazienkowskiej 3 zaczynają zdawkowo przypominać przemyślaną politykę zarządzania klubem. Gryzie się to oczywiście z tym, jak to wyglądało wcześniej i że podszepty zaufanych ludzi Dariusza Mioduskiego sprawiały, że w klubie działo się źle.
Oczywiście tak samo można było pisać, kiedy trenerem był Kosta Runjaić, który w sezonie przejściowym zdobył wicemistrzostwo Polski. Podobnie było, gdy w miejsce niemieckiego szkoleniowca przyszedł Gonçalo Feio, który na dzień dobry z klubem zajął trzecie miejsce. Sezon później zdobył puchar Polski i zakończy ligowe zmagania na 5. miejscu. I jak już wydawało się, że Legia zyskała oczekiwaną stabilizację – w pucharach solidne występy, a w lidze była jeszcze rezerwa, którą można było w następnym sezonie wykorzystać i powalczyć o mistrzostwo. To wówczas nastąpiło kolejne tąpnięcie – odejście Feio, który nazbyt dużą liczbę rzeczy chciał mieć wpływ.
I ta kość niezgody przyprowadziła na Łazienkowską Edwarda Iordănescu. Rumuńskiego szkoleniowca, który w na papierze zapowiadał się wybitnym trenerem. Były selekcjoner reprezentacji Rumunii miał być kolejnym ważnym krokiem w stronę upragnionego mistrzostwa. No właśnie, miał być. Póki Legia grała jeszcze na mechanizmach wytrenowanych przez Feio to jakoś wyglądało. Natomiast im bliżej końca okienka transferowego to gra Legii wyglądała coraz gorzej.
I to właśnie we wrześniu 2025 Legia wygrała ostatnie ligowe spotkanie przed nastaniem ery Papszuna. Zbawca Legii jak go niektórzy kibice przy Łazienkowskiej określali rozpoczął swoją przygodę od porażki z Koroną Kielce. Jak na razie była, to jedyna porażka Legii Warszawa z Markiem Papszunem na ławce. Wojskowi z nowym trenerem punktują średnio 1,5 punktu na mecz. Perspektywy miejsca Legii w ligowej tabeli jest to wynik całkiem solidny.
Cierpliwy to i Legię ze strefy spadkowej wyciągnie
Marek Papszun, przychodząc do Legii miał postawione jedno zadanie – wyciągnąć drużynę z kryzysu i strefy spadkowej, w której Legia znajduje się od 6 grudnia 2025. Po przegranym meczu z Piastem Gliwice (2:0) Wojskowi zimowali w strefie spadkowej i po powrocie Ekstraklasy nadal nie są w stanie wyskoczyć z niej na dłużej niż jeden dzień.
Solidne wyniki mogą sprawić, że Legia prędzej czy później wyjdzie ze strefy spadkowej. A i przy dobrych wiatrach Wojskowi mogą zakręcić się w górnej połowie tabeli co sprawi, że wizerunkowo uda się przypudrować fatalny sezon.
Marek Papszun, przychodząc do Legii miał od początku plan na nią i dzięki odpowiednio przepracowanym okresie przygotowawczym wojskowi z meczu na mecz przypominają drużynę solidną, a nie zbieraninę piłkarzy, którzy zmierzają w stronę 1 ligi.
Legia organizacyjnie sprzeciętniała
I to jest coś, co jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia, żeby kibice cieszyli się z pojedynczych zwycięstw przy jednoczesnym drżeniu o ligowy byt. Trudno jest kibicom zaakceptować fakt przeciętności Legii – jest to zrozumiałe, bo każdy kibic idealizuje to, że ich drużyna jest najlepsza. Oni mogą mieć wyimaginowany ogląd dla danej sytuacji. Natomiast jeżeli gabinety również uważają tak jak kibice to coś jest zdecydowanie nie tak.
Legia Warszawa pomimo szumnych zapowiedzi przed sezonem swoją ligową grą potwierdziła tylko to, jak wygląda wewnętrznie klub. Rozchwiany, bez faktycznego lidera i po każdym niepowodzeniu coraz bardziej ze zwieszoną głową czeka na następne.
I w tym wszystkim pojawiła się postać pozytywna – zbawca. Po 6 spotkaniach nadal z Legią znajduje się w strefie spadkowej. Ale dajmy mu czas. Jeżeli wygra wszystko do końca sezonu to będzie można odtrąbić sukces i ogłosić wszem wobec, że następny sezon będzie należał do Legii, która grać będzie zapewne tylko na dwóch frontach. Liga i Puchar Polski wówczas stanowić będą dla Legii priorytet, żeby wrócić na ligowy szczyt w podwójnej koronie.
Będzie, co będzie
Teraz dla Legii kolejny sprawdzian. Wyjazd do Radomia na spotkanie z tamtejszym Radomiakiem, czyli drużyną pogrążoną w kryzysie po niespodziewanym odejściu trenera Gonçalo Feio. Jak bumerang wraca temat Radomskiej murawy, która przypomina pole do wypasu bydła niż miejsce rywalizacji najlepszych piłkarzy w kraju.
Nawet jeśli warszawskie gabinety przygotowały już plan na potencjalny spadek to można odebrać jako zakrzywianie rzeczywistości. Jeżeli czegoś nie chcesz przygotuj się na to a to się nie stanie.






